piątek, 28 grudnia 2012

Rozdział 8

Siedzieliśmy tak i gapiliśmy się
-Dzień dobry państwu – powiedział lekarz- pan musi już wychodzić, a my jedziemy zrobić badania.
-Kocham cię –powiedział i wyszedł

_____________________________________________________________________

Badania wyszły pozytywnie.
-Cześć Bella. – przytuliła mnie mama Justina
-Dzień dobry.  A gdzie Justin ?  Myślałam , że dzisiaj przyjedzie
-Wypadło mu coś ważnego, wiesz jak to z nim jest – nigdy nie siedzi w miejscu jak coś robi
-Jak zwykle –szepnęłam, ale jego mama musiała to usłyszeć
-Nie przejmuj się – usiadła na łóżku. – on cie bardzo kocha. Naprawdę wiesz jak się zachowuje jak musi na dłużej gdzieś wyjechać
-A wie pani co ja czuje jak on nawet nie zadzwoni? Bo mu coś wypadło … 5 minut. Głupie 5 minut by go nie zbawiło
-Wiem. Co do tego go nie bronie, ale musisz zrozumieć, że on będzie wyjeżdżał. W końcu jest gwiazdą a ty się sama na to zgodziłaś. –uśmiechnęła się do mnie i ubrała kurtkę – muszę już iść zadzwonię do Justina, żeby się z tobą skontaktował
-Nie musi pani sama to zrobię. Paa
-To dobrze. Paa                                                                                                              
Tak naprawdę wcale nie miała zamiaru do niego dzwonić. Zostawił mnie wtedy kiedy go najbardziej potrzebowałam, ale nie chciałam mu robić o to afery przez telefon.
-Bella – wbiegła Vanessa –jutro będziesz mogła wyjść – krzyczała
-Zamknij się! Mamo naprawdę?
-Tak lekarz powiedział, że jutro rano zrobią ci badania i jak wszystko będzie dobrze to wypuszczą cie do domu!
-a kto mnie odbierze?
-Tata. A czemu?
-Tak pytam – miałam nadzieje, że powie niespodzianka wtedy byłby to Justin – Mogłybyście już iść chciałam odpocząć.
-Alee… No dobrze – Mama wzięła Vanessa i wyszły
Cały dzień leżałam z zapłakanymi oczami. Wieczorem weszłam na internet. Wszędzie były zdjęcia Justina z pod klinki. Był nawet jakiś nowy wywiad.
„R: Justin masz problemy ze zdrowiem?
J:Nie.
R:To co tam robiłeś
J:Nie ważne. Są to moje osobiste sprawy.
R;To nie będziemy gadać na ten temat
…”
Dalsza część wywiadu za bardzo mnie nie interesowałam. Justin miała racje to są nasze spawy. Rano obudziłam mnie pielęgniarka, która wzięła mnie na badania. Wszytko było znakomicie. Ubrałam moja fioletową bluzkę z Justinem i rurki. Tata wpadł jak zwykle zadowolony
-Ruszaj tyłek, mecz zaraz.- darł się tata
-Witam cię córeczko, ale się za tobą stęskniłem.
-Wiem, że się za mną stęskniłaś. Ale się pośpiesz bo mecz jest
- Umiesz kogoś podnieść na duchu- zaśmiałam się –paa – pożegnałam się z współlokatorka, której imienia nawet nie znałam.
Po piętnastu minutach byliśmy już w domu i tata od razu rzucił się na kanapę.
-Bella – krzyczałam mam z kuchni –chcesz obiad
-Nie idę do siebie nie przeszkadzaj mi.
Siedziałam u siebie w pokoju. Nic się tam nie zmieniło. Tylko brakowało mojego laptopa
-Vanessa !
-Już ci niosę -  od razu wiedziała o co chodzi – Masz. – zbliżała się do drzwi, lecz w progu się zatrzymała – mogę cię o cos zapytać?
-Jasne.
-Kiedy Justin nas odwiedzi ?
-Nie wiem, a teraz wyjdź
Chciałam go zaprosić na kolację, ale tan jak na razie w ogóle się  nie odzywał . Cały dzień przesiedziałam w łóżku nie miałam ochoty na nic. Czułam się jakaś taka samotna. Tak jakby każdemu przeszkadzała moja operacja. Rano jak wstałam była jeszcze w ciuchach musiałam zasnąć. Poszłam wziąć kąpiel . Siedziałam w wannie chyba 2 godziny.
-Bella  wyłaź ktoś do ciebie
-Vanessa, weź się zajmij gościem, daj mu ciastka no nie wiem muszę się ubrać
Wyszłam szybko z wanny, wytarłam się ręcznikiem. Na jeszcze wilgotne ciało ubrałam różowa sukienkę. Mokre włosy przetarłam tylko ręcznikiem i zbiegłam ręcznikiem
-Część kotku – przywitał się Justin
-Kotku? – popatrzyłam na niego ze zdziwieniem – 2 dni się nie odzywałeś a teraz kotku. Masz tupet.
-Całe dnie siedziałem w studio.
-5 minut tylko tyle. Ale bo nawet głupiego sms’a
Podszedł do ciebie wziął cie na ręce
-Justin! – krzyczałaś
-Nie wierć się bo obaj spadniemy z schodów , a nie szkoda ci takiej słodkiej buźki jak moja– zaśmiał się
-Postaw mnie
-Dobrze. – postawił mnie w moim pokoju – a teraz szybko się przebieraj mam dla cb niespodziankę
-Ale muszę wysuszyć włosy
-Ja to zrobię
-hahahahahah. Ty? No dobra sprawdzimy co ci wyjdzie.
Po 20 minutach miałam włosy wysuszone i uczesane w dziwnego kitka zrobionego przez Justina.
-Daj mi dwadzieścia minut?
-Tak dużo – powiedział z grymasem na twarzy – Nawet dzisiaj mi całusa nie dałaś – przyciągnął mnie do siebie i pocałował
-Kocham cię – szepnęłam mu do ucha
-Ja ciebie też, ale dość tych czułości. Musimy się śpieszyć.
Weszłam do toalety ubrałam czarna sukienkę i szpilki. Kitek, który wyglądał okropnie na mojej głowie został. Pomalowałam się delikatnie. Wzięłam torebkę i wyszłam z toalety
-Gotowa – powiedziałam z entuzjazmem w głosie
-Panie przodem
Zaprowadził mnie do swojego nowego auta i pojechaliśmy w miejsce , które było niespodzianką dla mnie.

środa, 26 grudnia 2012

Rozdział 7



Delikatnie mnie pocałował.  Ale ja nie umiałam odwzajemnić pocałunku i odepchnęłam go.
-Bella – popatrzy na mnie z góry
- Justin ja tak nie mogę nie tak szybko
-Czyli dasz mi jeszcze jedną szanse .? A mogę cię przynajmniej przytulić?
Pokiwałam głową. Wtuliłam się w niego. Poczułam jego słodkie perfumy. Całe dwa lata przeleciały mi przed oczami. Nie chciałam go stracić, ale tez nie chciałam by myślał, że wszystko łatwo będzie mu przychodzić. Staliśmy tak chyba 5 minut.
-Zimno ci – szepnął
-To co… -odparłam i wtuliłam się w niego jeszcze bardziej
-Odprowadzę cie pod drzwi, a poza tym już późno.
Gdy stałam pod drzwiami Justin chciał pocałować mnie w policzek, ale szybko schowałam się w domu.
-Pa…
Weszłam do swojego pokoju i dostałam sms’a
„Hej myszko”
„Justin..”
„Nie powiedziałaś, że nie mogę napisać”
„Muszę iść spac jutro mam ważne lekcje, a później jadę do lekarza”
„Coś poważnego? Czemu nic nie mówiłaś”
„Sprawdzamy wyniki i umawiamy się na termin zabiegu. Paa”
„Dobranoc ślicznotko ; *”

Od razu usnęłam. Rano wstałam troszkę spóźniona. Ubrałam pierwsze lepsze ciuchy, wzięłam torbę i zeszłam na dół.
-Pa wszystkim i pamiętajcie, że o 15 kończę lekcje i jedziemy do lekarza – wzięłam kromkę chleba z nutellą i wyszłam do szkoły.
-Bella.. –krzyczał jakiś chłopak
-Josh- powiedziałam zaskoczona – sory, ale nie chce gadać
- Przepraszam cię. To co się ostatnio wydarzyło, już nigdy się nie powtórzy. Obiecuje ci.. Przepraszam naprawdę
-Dobra ni się nie stało
Widziałam, że żałuje i uwierzyłam mu. W końcu był moim przyjacielem
-Bella masz jedną słuchawkę. Wywiad z Justinem w radiu.
„R:Jak tam po zerwaniu z Bellą?
J:A ktoś wam mówił, że ja z nią zerwałem?
R:Ale to zdjęcie z tym chłopakiem, ten artykuł o kilku innych.
J:  Ona by tego nie zrobiła. Zrozumiałem to. Po za ty ten artykuł zabolał mnie i ją. Nie pozwolę na to, żeby ktoś ją obrażał
R; a twoja nowa piosenka Die In your arms.  Jest do nie?
J; A jest inna  ważna dziewczyna w moim życiu?
R; Nie wiem. A jak twoja rodzina przyjęła Belle?
J: Zaakceptowali ją. Moja mama traktuje ją jak córkę, mój tata również . A moje rodzeństwo kocha ją bardziej ode mnie (zaśmiał się )
R; A jej rodzina?
J: Nie poznałem jej całej. Miałem przyjemność poznać jej siostrę bardzo miła dziewczynka. Mam dużo koncertów, dużo czasu spędzam w studio, ale mam nadzieje, że znajdę okazję i poznam jej rodzinę
R; Dziękuje za te kilka minut, które nam poświęciłeś i życzę szczęścia”
Popłakałam się. Justin nie powiedział o naszym zerwaniu. A co do odwiedzin w mojej rodzinie wziął całą winę na siebie. Do szkoły szłam milcząc chodź Josh cały czas coś gadał. Na lekcji historii umiałam wszystko, więc nauczyciel był w lekkim szoku. Dzień w szkole strasznie się dłużył. Równo o 15 wybiegłam ze szkoły, a mama już czekała. Moja siostra całą drogę gadała o tym, że Justin mówił o niej w radiu.
Wizyta u lekarza był bardzo krótka. Jutro miałam mieć zabieg. Więc wróciłam do domu i zaczęłam się pakować. Włożyłam piżamę kilka bluzek, spodnie, kapcie, kosmetyczkę, żel pod prysznic, szampon, szczoteczkę i pastę, szlafrok, ręcznik i Bieliznę. Poszłam wziąć prysznic. Gdy wyszłam ubrałam żółtą sukienkę i balerinki . Spięłam włosy w kucyk i szukałam mojego telefonu.
-Mamo?
-Czego nie możesz znowu znaleźć  - jak mnie dobrze znała
-Telefonu..
-Vanessa się nim bawiła
-Młoda!!!! Oddawaj telefon.
-Nie krzycz już
-Co ty na nim robiłaś
-Grałam tylko
-Nie kłócić się już, a ty Bella złaź musimy już jechać.
-Idę, idę.
Akurat do domu wszedł tata.
-Wzięłaś tyle ciuchów jakbyś się wyprowadzała. A w piątek masz wyjść..
-Tato. – tatuś jak zwykłe musiał rozluźnić atmosferę
-Robert zawieziesz ją? Ja mam coś ważnego do załatwienie?
-Basia ty nie pojedziesz dowiedzieć co twoja córka będzie ta jadła i piła ? W jakich godzinach można ją odwiedzać? –Wszyscy śmialiśmy się z mamy.
-Skończcie już. Ja wychodzę
W drodze do kliniki nikt się nie odezwał. W klinice wszyscy byli bardzo mili. Najbardziej polubiłam dziewczynę z mojego pokoju.
-Siema jestem Bella
-Hej –popatrzyła dziwnie – ta Bella od Justina
-Tak ta Bella – uśmiechnęłam się
-Jakie  mam szczęście. Chodź  czekam mnie operacja nagle nabrałam entuzjazmu.
-Cieszę się. A poza tym nie martw się mnie też jutro z rana czeka zabieg.
-Więc poleżysz z wyjątkową fanka Justina troszkę dłużej
-Czemu wyjątkową?
-Justin mówi tak na swoje fanki, które go jeszcze nie spotkały.
-No to widzisz już nie będziesz taka wyjątkowa bo może uda ci się go spotkać
-O Jezusie . Dziękuje.
-Nie ma sprawy a teraz cię przeproszę . Muszę iść ubrać piżamę.
Gdy już wróciłam mojej współlokatorki nie było. Myślałam o tym co jej powiedziałam i jaka był szczęśliwa, a ja nie miałam zamiaru dzwonić po Justina. Czułam się podle.
Rano gdy wstałam ona jeszcze spała a mnie zabierali na salę miałam mieć usuwane chirurgią laserową.
-Justin? – ocknęłam się – jak udał się zabieg?
-Zabieg udał się doskonale, a Justin siedzi na zewnątrz z Jazmyn i Jaxonem.
-Mamo możesz ich poprosić.
-Bella- wbiegła z krzykiem Jazmyn
-Mała uspokój się i daj jej odpocząć – powiedział Justin
-Nie trzeba – przytuliłam rodzeństwo Justia – jak ja was dawno nie widziałam.
-Jak się czujesz –zapytał swoim słodkim głosikiem Jax
-Dobrze
-Jazmyn, Jaxon –zawołała ich moja mama. – pojedziecie ze mną do domu musimy tam cos przygotować.
Dzieci szybko zerwały się z łóżka i poszły  moją mamą
-Justin możesz się nachylić na chwilkę
Powoli się nachylił, a ja go pocałowałam
-Nie spodziewałam się – i pocałowałam mnie jeszcze raz
Siedzieliśmy tak i gapiliśmy się
-Dzień dobry państwu – powiedział lekarz- pan musi już wychodzić, a my jedziemy zrobić badania.
-Kocham cię –powiedział i wyszedł


Rozdział 6

U lekarza dowiedzieliśmy się tyle, że  mój rak jest leczony na kilka sposobów, a ja mam przyjechać za dwa dni gdy będą wszystkie wyniki. Wtedy ustalimy termin i metodę.
Gdy wróciliśmy do domu. Resztę dnia myślałam o tym koncercie i co ja jutro zrobię...

________________________________________________________________________
       I nadeszła niedziela. Moja siostra cały czas podniecała się koncertem. Miałam już dosyć. Temat Justina szczególnie mnie denerwował. Wyszłam z łóżka. Uszykowałam sobie ciuchy z myślą o koncercie. Niebieską koszule, Biały t-shirt, krótkie jeansowe spodenki, i biała trampki (tak ja lubił Justin). Cały dzień siedziałam w piżamie i uczyłam się na historię. Godzinę przed koncertem ubrałam ciuchy i nałożyłam makijaż.

-O widać, że Bella jedzie na koncert Justina. Ślicznie wyglądasz - tata próbował mnie zdenerwować podczas drogi na koncert
-Zamknij się- nigdy tak się do taty nie zwracałam
-Bella - zwróciła mi uwagę mama
-Tato przepraszam nie chciałam
-Dobra rozumiem -zaśmiał się tata
Ale mi nie było do śmiechu. Wysadzili nas przed stadionem, gdzie odbywał się koncert. Tłum piszczących nastolatek dziwnie się na mnie patrzył. Czułam się nieswojo, ale musiałam wytrzymać obiecałam Vanessie.
Stałyśmy blisko sceny tak blisko, że Justin mógł mnie zobaczyć. Gdy był już na scenie nie było słychać nawet własnych myśli.
-Witam was! Cieszę się, że aż tylu was jest. Mam dla was niespodziankę - po 45 minutach śpiewania. Wszyscy usłyszeli nową nutę. Die in your arms. (http://www.youtube.com/watch?v=_2JJ5de2Bjw)
Gdy Bieber śpiewała, wszystkie dziewczyny patrzyły na mnie nie na niego. Pod koniec utworu słowa z ekranu znikły, a pokazało się moje i jego zdjęcie. Z wakacji, gdy leżeliśmy razem na plaży. Zaczęłam przepychać się przez tłu do wyjścia.

-Bella _ powiedział
Ale ja nawet nie drgnęłam. Wyszłam i zadzwoniłam po taxówkę. Gdy już byłam w drodze do domu, przypomniałam sobie o Vanessie. Jak można zapomnieć o siostrze, ale ja wtedy nie myślałam o niczym.
"Ja jestem już pod domem Czekam na ciebie" takiego sms jej wysłałam . Usiadłam przed domem na ławce i czekałam na nią. A tak ma wejściówki za scenę Po godzinie przyjechała razem z Justinem.

-Przepraszam. Nie wiem jak to się mogło zdarzyć .
-Oj tam, to był najlepszy czas w moim życiu.- była taka uśmiechnięta - a i nie mów nic mamię bo mnie nie puszczą już nigdzie z wami
-Ale -  pobiegła do domu, a ja nie zdążyłam jej powiedzieć, że nie ma już nas, nie ma mnie i Justina.
Justin usiał na ławce
-Kocham cię - popatrzył się na mnie, a ja usiadłam koło niego
-Ale po tym sms'ie co dostałam od ciebie. Według mnie nie ma szans na uratowanie tego.
-Wszystko jest możliwe. JA tak wcale nie myślałem. Te zdjęcia, ta twoja wiadomość.. Dobiło mnie to
-Ale zawsze tak było, przez dwa lata wierzyłeś każdemu, a ja byłam ta gorsza
-A jak ja się czułem? TY poznałaś całą moją rodzinę. A ja? Po dwóch latach twoją siostrę.
-A co to ma do tego?
-To, że wydawało mi się , że się mnie wstydzisz.
-Nie. Tylko po prostu wiem jakby to było. Nie mielibyśmy czasu dla siebie. Te wrzaski
Wtedy zrozumiałam, że ma rację Wyglądało to tak jakbym się go wstydziła.

-To co? Myślisz, że nie jestem do tego przyzwyczajony?
-Justin wiesz na pewno, że tak nie było nie wstydziłam się ciebie. Wręcz przeciwnie, byłam z ciebie dumna.
-Nadal możesz być -wstał
-Justin nadal uważasz, że są dla nas jakieś szanse - podeszłam do niego
Przysunął się do mnie i delikatnie...


wtorek, 25 grudnia 2012

sory

Jutro będzie następny ! :D sory, że tak długo ;D ale nie mam czasu święta itp. ale jutro już na 100%

piątek, 21 grudnia 2012

Rozdział 5

Przez pięć godzin siedzieliśmy, uczyliśmy się, jedliśmy pizzę i po prostu gadaliśmy. Gdy zadzwoniła jego mama zeszliśmy na dół. Namówił mnie, żeby jeszcze chwilę posiedzieć u mnie na ganku. Rozmawialiśmy na temat naszego dzieciństwa i naszej przyjaźni. Chłopak przybliżył się do mnie i mnie pocałował. Gwałtownie go odepchnęłam  Wtedy zauważy Justina.
____________________________________________________________________________
    Justin popatrzył mi w oczy i pośpiesznym krokiem odszedł
-Justin - krzyczałam ze łzami w oczach. Chłopak nie zareagował. Biegłam za nim, cały czas krzycząc jego imię.
-Zatrzymaj się! - złapałam go za rękę. Wiedziałam, że na marne bym się z nim siłowała, więc puściłam.-Jeżeli w tej chwili się nie zatrzymasz to obiecuje ci, że się stąd nie ruszę -stanęłam na środku ulicy i naprawdę nie dałabym za wygraną. nagle usłyszałam jadący samochód. Justin gwałtownie ruszył w moją stronę, przytulił mnie i przeniósł na chodnik. Czułam się wtedy jak ktoś kto znalazł milion dolarów. Miałam przy sobie wszystko. Mogłam się w niego wtulić i poczuć jego słodki zapach. Jednak szybko to się skończyło. Bieber się odsunął i zaczął obchodzić. Został. Usiadła na krawężniku i szepnął
-Przyszedłem się pożegnać
-Daj to sobie wytłumaczyć - usiadłam koło niego, tak żeby czuć, że jest blisko
- nie potrafię ci wybaczyć - po policzku spłynęła mu łza.
-Po twoim sms'ie wywnioskowałam, że jest ci wszystko jedno.
najwidoczniej nie było.  nie płakałby wtedy.
-Bella - wstał - muszę już iść
-Justin - chciałam mu powiedzieć, że go kocham, że nie poradzę sobie bez niego - pa -tyle udało mi się powiedzieć, głupie pa. Pobiegłam do domu . Zapłakana rzuciłam się na łóżko. nie wiem kiedy zasnęłam, ale byłam bardzo zmęczona
-Wstawaj!
-wyłaź stąd - młodsza siostra jak zwykle robiła za budzik
-Bello  - nie lubiłam gdy mama tak do mnie mówiła -wstawaj za godzinę mamy wizytę u  lekarza
Przez to całe zamieszanie z Josh'em i Justin'em zapomniałam o powrocie "kochanej" rodzinki i wizycie w klinice. Wstałam, szybko się wykompałam, ubrałam ciuchy, które musiała mi naszykować mama. I po pięciu minutach siedzieliśmy już w aucie. Cały czas leciały piosenki Justina. Z chęcią bym przełączyła, ale moja siostra nigdy w życiu by na to nie pozwoliła.
-A jeśli chodzi o tego całego idola Vanessy - mama zwróciła się do mnie - Jutro są jej urodziny i ode mnie i taty dostanie bilety na jego koncert.
-naprawdę ? -Van zaczęła piszczeć
-Zamknij się! A co to ma do mnie? - Zapytałam
-Musi mieć opiekuna
-Ty albo tata? Jest jeszcze Anna!
-My z tatą jutro pracujemy, a Anna specjalnie nie przyjedzie.
-no  to o koncercie możesz zapomnię.
Gdy zobaczyłam jej smutną minę, coś we mnie pękło.
-Dobra pójdę z nią na ten koncert.
-Dziękuje, dziękuje, dziękuje- Vanessa byłą tak szczęśliwa jak nigdy.
U lekarza dowiedzieliśmy się tyle, że  mój rak jest leczony na kilka sposobów, a ja mam przyjechać za dwa dni gdy będą wszystkie wyniki. Wtedy ustalimy termin i metodę.
Gdy wróciliśmy do domu. Resztę dnia myślałam o tym koncercie i co ja jutro zrobię...



________________________________________________________________
Sorki za to że jak zdanie zaczyna się od n to jest z małej litery ale jak próbuje zrobić duże to się nie da ;/

środa, 19 grudnia 2012

Rozdział 4

"Justin bardzo mi na Tobie zależy, nigdy Cię nie zdradziłam, nigdy nie kochałam tak mocno innego, Ale ostatnio coraz gorzej nam się układa. Będzie najlepiej jak o mnie zapomnisz..." Po chwili dostałam odpowiedź. Czytając te słowa, popłakałam się ...

___________________________________________________________
     Makijaż, który wcześniej nałożyłam rozmazał się. Sms bardzo mnie zasmucił.

" Też mi się tak wydaje, Niepotrzebnie zaczynaliśmy. To była pomyłka " Cały dzień siedziałam z chusteczkami  Wieczorem zadzwoniłam do Josh'a. Rozmawialiśmy przez całą noc. Gdy zorientowałam się, że jest już siódma rano wstałam pośpiesznie i poszłam do toalety. Ubrałam spodnie galaxy, trampki i szarą bluzkę. Wrzuciłam książki do torby, wzięłam telefon i wyszłam do szkoły. Ubrałam okulary, żeby nikt nie widział moich spuchniętych oczu...
-Cześć kotku.- podbiegł do mnie zdyszany Josh
-Tylko nie kotku- Powiedziałam ze złości
-Mogę cię przynajmniej do szkoły odprowadzić?
-Przynajmniej sama nie będę - jak Justin przyjeżdżał do Canady zawsze mnie odprowadzał
-Ja też nie będę musiał iść sam. - 
-Wracasz do szkoły ?- nie ukrywałam radości. Lubiłam z nim spędzać czas. Bardzo przypominał mi Justina.
-No tak i mam nadzieje, że pomożesz mi dogonić was z materiałem.
-Ja? - zdziwiłam się
-Wzorowa uczennica - zaśmiał się. Musiał pamiętać, że byłam i jestem najlepsza w szkole.
-To możemy dzisiaj u mnie zamówić pizze ? - zaproponowałam
- Twoi rodzice nie będą mieli nic przeciwko? 
-Rodzice? Nie. A poza tym są w Londynie.
- I ciebie zostawili ?
-Pojechali opiekować się babcią po zawale. Mama jest jej jedyną córką, a ja przecież mam szkołę.
Do szkoły nikt z nas się już nie odezwał. Zaprowadziłam go do dyrektora. Gdy wyszedł, poszliśmy pod klasę . Pierwszą lekcją była historia. Nauczyciel mnie nie lubił. Może dlatego że moja starsza, Anna, często się z nim kłóciłam. Na moje nieszczęście dzisiaj pytał, a ja kompletnie nic nie umiałam, Gdy już kazał podejść mi do tablicy, wszyscy zorientowali się co mnie czeka i że nic nie umiem. Padło pierwsze pytanie, a ja nagle usłyszałam jakiś hałas. To był Josh. Chciał mi pomóc i mu się udało. Pan powiedział, że mam usiąść i podszedł do niego.
-Josh, jesteś nowy dzisiaj nie zostaniesz ukarany, ale oszczegam  cię na przyszłość. A teraz przejdziemy do tematu lekcji. Całą przerwę dziękowałam mu. Lekcje w końcu się skończyły. W drodze do domu obydwoje milczeliśmy. Do piero na pożegnanie usłyszałam:
-To do 18 ? -Zapytał
-Yyy... A no tak - kompletnie zapomniałam o tym, że mamy się dzisiaj spotkać. 
Weszłam do domu, rzuciłam plecak i poszłam do salonu. Musiałam tam posprzątać  Włączyłam telewizor. Powiem, że sprzątanie nie jest moją mocną stroną, ale przy muzyce idzie mi dużo lepiej. Spojrzałam na zegarek była już 17:30. Półtora godziny sprzątania. Pobiegła na górę, wzięłam szybki prysznic, ubrałam niebieską sukienkę i się pomalowałam. Usłyszałam dzwonek do drzwi i zeszłam z książkami, które będą nam potrzebne.
-Cześć, właź. - chłopak miał na sobie koszulę w kratkę i jeansy
-Do góry i po lewo ? - Zapytał
-No tak, mój pokój.
Przez pięć godzin siedzieliśmy, uczyliśmy się, jedliśmy pizzę i po prostu gadaliśmy. Gdy zadzwoniła jego mama zeszliśmy na dół. Namówił mnie, żeby jeszcze chwilę posiedzieć u mnie na ganku. Rozmawialiśmy na temat naszego dzieciństwa i naszej przyjaźni. Chłopak przybliżył się do mnie i mnie pocałował. Gwałtownie go odepchnęłam  Wtedy zauważy Justina.


__________________________________________________________
Dopiero teraz, ale ostatnio mam same kartkówki w szkole ;/

Mam nadzieje, że wam się podoba. Jak tak zostaw po sobie jakiś ślad :D


poniedziałek, 17 grudnia 2012

Rozdział 3

Rano wstałam, wzięłam pierwsze, lepsze ciuchy. Wyszłam do sklepu. I tak jak myślałam, w każdej gazecie. Kupiłam czasopismo, gdzie na okładce znajdowało się zdjęcie moje i Josh'a z nagłówkiem, "Co ukrywa dziewczyna Biebera?" Usiadłam na ławce i przeczytałam artykuł, który zajmował dwie strony. najbardziej zabolały mnie słowa, że jestem nic nie warta i pewnie zdradzam idola miliona nastolatek z kilkoma innymi. Wróciłam zapłakana do domu. Poszłam na górę do pokoju. Maiłam nie odebranych sześć połączeń. Wszystkie były od Justina. Lekceważąc to poszłam wziąć zimny prysznic. Gdy nakładałam makijaż, żeby zakryć moje spuchnięte oczy zrozumiałam, że coraz częściej przez niego płacze. Z mojej sypialni dobiegał dźwięk telefonu. Z niechęcią odebrałam
-Cze... - nie zdążyłam dokończyć
-Jak mogłaś? Ile się nie widzieliśmy? Ile ich miałaś na boku?
Rozłączyłam się. Te słowa mnie zabolały. Napisałam mu tylko sms'a
"Justin bardzo mi na Tobie zależy, nigdy Cię nie zdradziłam, nigdy nie kochałam tak mocno innego, Ale ostatnio coraz gorzej nam się układa. Będzie najlepiej jak o mnie zapomnisz..." Po chwili dostałam odpowiedź. Czytając te słowa, popłakałam się ...



__________________________________________________

Dzisiaj postaram się dodać kolejny. Nie są one za długie ale pisze je dość szybko bo powinnam się uczyć, a nie na necie :D

niedziela, 16 grudnia 2012

Rozdział 2

Rak. Lekarze powiedzieli, że gdyby nie wypadek za kilka miesięcy mogło być ze mną gorzej. Po tygodniu wróciłam do domu
-Bella, przyjadę jak tylko będę mógł - zapewniał mnie Justin
-Tak, oczywiście. Tylko zawsze wypadnie ci coś ważniejszego ode mnie. - rozłączyłam się.
Ubrałam różowe rurki, białą bluzkę i Vansy. Wzięłam telefon i wyszłam z domu. Przez pół godziny spacerowałam po parku.
-Bella? - zapytał wysoki brunet z brązowymi oczami.
-Josh? Jak dawno cię nie widziałam
Josh był moim najlepszym przyjacielem z podstawówki, ale wraz z rodzicami wyjechał do Włoch.
-Wyładniałaś - uśmiechnął się - dużo mnożna o tobie przeczytać w gazetach.
-No nie da się ukryć. Dziewczyna Bieber'a - zaśmiałam się
- O twoim związku wie już chyba wszystko - pokazał swoje ząbki - pójdziemy na frytki i wszystko mi opowiesz.
Powiedziałam mu o wszystkim. O tym, że Justin ma dla mnie mniej czasu. O mojej chorobie... Przytulił mnie. I właśnie wtedy zobaczyłam faceta z aparatem. Wiedziałam, że jutro będą zdjęcia w gazetach. Co pomyśli sobie Justin....

Rozdział 1

30 grudnia to już dwa lata. Wstałam tak wcześnie jak nigdy. Czekałam na telefon. To nasza rocznica. Justin nigdy nie zapominał, a jednak ostatnio dzwonił do mnie coraz rzadziej. Po śniadaniu, którego prawie nie tknęłam, wybiegłam z domu. Spacerowałam po parku, stadionie , galerii. Tam gdzie zawsze chodziła z Justinem. Zapłakana wracałam do domu. Zamiast do domu trafiłam do szpitala. Pamiętam tylko pisk opon. Musiałam nie widzieć nadjeżdżającego samochodu. Gdy próbowałam wstać, poczułam straszny ból.
-Kochanie, leż spokojnie – usłyszałam znajomy głos dochodzący za drzwi.
-Justin , ale… Jak to? – Byłam zła ale jednocześnie szczęśliwa.
-Chciałem ci zrobić niespodziankę. Miałem do ciebie przyjechać o godzinie 23:59 i złożyć ci życzenie- tłumaczył
-A ja.. ja myślałam, że mnie zostawisz, że mnie już nie kochasz – po policzku popłynęły mi łzy
-Głuptasie jak mogłaś tak pomyśleć - otarł mi zły i mnie pocałował
-Wiadomo kiedy będę mogła wrócić do domu? – Patrzyłam na niego takim wzrokiem jakbym chciała, żeby powiedział, że już
-Lepiej żebyś na ten temat pogadała z twoją mamą – odwrócił wzrok
-Justin! Mów jesteś dla mnie ważny… I pamiętasz jak obiecaliśmy sobie, że nie będziemy przed sobą nic ukrywać?! - nie rozumiałam czego się boi
-Kochanie – przytulił mnie – Jesteś poważnie chora. Dzięki wypadkowi dowiedzieliśmy się, że masz raka.

Hej ; )

Cześć wszystkim będe tutaj dodawać historyjkę z Justinem ;) Pierwsza część była już na mojej stronce, ale zaraz dodam ja i tu ;)